W sobotnim spotkaniu mają wziąć udział m.in. Przemysław Holocher, który stoi na czele Obozu Narodowo-Radykalnego, i Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej. Ten sam, który po Marszu Niepodległości w 2012 roku krzyczał: „Dążymy do obalenia republiki! Budujemy siłę, której tak bardzo boją się lewaki i pedały!”. W porównaniu z hasłami, które głoszą oba ugrupowania, sejmowy język nienawiści wydaje się przekomarzaniem przedszkolaków. Organizacje nie kryją się ze swoją wrogością wobec osób o odmiennej wierze, kolorze skóry czy orientacji seksualnej i pozdrawiają gestem, jaki wolałbym widzieć już tylko w podręcznikach historii. Niedawno na stronie internetowej ONR-u pojawił się artykuł gloryfikujący zabójcę pierwszego prezydenta II RP Gabriela Narutowicza. Tytuł tekstu mówi sam za siebie: „Eligiusz Niewiadomski – Dla was zbrodniarz, dla nas bohater!”. Dwukrotnie zdemolowana Warszawa, napady na gejów i lesbijki czy pobicie dwójki Niemców w stołecznej restauracji to wystarczający dowód, że ugrupowania stanowią realne zagrożenie dla państwa i społeczeństwa.
Oczywiście żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo głosić swoje poglądy w nieskrępowany sposób. Gdybyśmy chcieli zamknąć usta pewnym grupom (jak na przykład ostatnio biskup Pieronek, który kazał siedzieć cicho ateistom), uderzylibyśmy w same podstawy demokracji. Czyli zrobilibyśmy dokładnie to samo, do czego dążą neofaszyści. Czy powinniśmy jednak godzić się na szerzenie idei, które są zakazane przez konstytucję, a które kiedyś doprowadziły do zagłady Żydów? Możemy się spierać o wyższość podatku liniowego nad progresywnym albo kłócić o program lektur szkolnych. Jeśli jednak ktoś szerzy nienawiść i chce zwalczać siłą swoich wrogów, trzeba go po prostu powstrzymać.
Wyższa Szkoła Komunikacji Społecznej w Gdyni to szkoła humanistyczna. Na ironię zakrawa fakt, że wśród dostępnych kierunków studiów są między innymi Bezpieczeństwo Narodowe, Polityka Bezpieczeństwa Publicznego czy Profilaktyka Społeczna i Resocjalizacja. Pal licho, że swoim nieprzemyślanym działaniem szkoła strzela sobie w stopę, a współpraca ze skrajną prawicą z pewnością odbije się na jej wizerunku. Bardziej niepokojący jest fakt, że władze uczelni, a są to przecież profesorowie, czyli – jak by nie patrzeć – elita intelektualna kraju, nie dostrzegają niebezpieczeństw, z jakimi wiąże się rozpowszechnianie tego rodzaju poglądów.
