O autorze
Poeta, prozaik, krytyk literacki. Wydał tomy wierszy Mumu humu (Kraków 2006), Parada drezyn (Łódź 2010), Drzazgi i śmiech (Poznań 2010), Tętno (Łódź 2014), Środki doraźne (Poznań 2017), zbiór krótkich utworów prozatorskich Zabiegi (Poznań 2014) oraz książkę krytycznoliteracką Płynne przejścia (Mikołów 2011). Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku”, „Tygodniku Powszechnym” i „Twórczości”. Redagował rubrykę poetycką w „Przekroju” i serię wydawniczą Biblioteka Debiutów przy „Zeszytach Poetyckich”. W 2016 roku otrzymał Nagrodę im. Adama Włodka. Jego wiersze były tłumaczone na języki angielski, niemiecki, francuski, szwedzki, rosyjski i ukraiński. Mieszka i pracuje w Warszawie. Oficjalna strona: www.marcinorlinski.pl.

Obalanie republiki na uczelni

W sobotę 12 stycznia na jednej z prywatnych uczelni w Gdyni odbędzie się spotkanie Ruchu Narodowego, czyli Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Organizacje, które propagują autorytaryzm i nie kryją się ze swoją ksenofobią, będą mogły swobodnie rozwijać plany „obalenia republiki” w akademickich murach. Uszczypnijcie mnie, bo chyba śnię.

Wyższa Szkoła Komunikacji Społecznej, która działa w pomieszczeniach przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, tłumaczy, że tylko wynajmuje salę na spotkanie. Jak mówi Maria Iwaszko: „Udostępniamy ją osobom i organizacjom różnych opcji. To tylko jedna z nich. I nie oznacza to, że identyfikujemy się z tą ideologią. Jesteśmy szkołą komunikacji społecznej i uznajemy, że lepiej, by ludzie spierali się na argumenty w auli niż na ulicy”. Ciekaw jestem, czy uczelnia wynajęłaby też salę skrajnym ugrupowaniom prawicowym z innych krajów, na przykład członkom Jobbiku, radykalnej, nacjonalistycznej i antyeuropejskiej organizacji z Węgier, która od lat stanowi zresztą wzór dla polskich narodowców. Albo lepiej: Narodowodemokratycznej Partii Niemiec. Uczelnia, zgodnie ze swoją deklaracją, powinna bowiem umożliwić dialog na temat rewizji polskich granic albo zorganizować spotkanie z autorami antypolskich plakatów z 2009 roku „Zatrzymać polską inwazję”.

W sobotnim spotkaniu mają wziąć udział m.in. Przemysław Holocher, który stoi na czele Obozu Narodowo-Radykalnego, i Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej. Ten sam, który po Marszu Niepodległości w 2012 roku krzyczał: „Dążymy do obalenia republiki! Budujemy siłę, której tak bardzo boją się lewaki i pedały!”. W porównaniu z hasłami, które głoszą oba ugrupowania, sejmowy język nienawiści wydaje się przekomarzaniem przedszkolaków. Organizacje nie kryją się ze swoją wrogością wobec osób o odmiennej wierze, kolorze skóry czy orientacji seksualnej i pozdrawiają gestem, jaki wolałbym widzieć już tylko w podręcznikach historii. Niedawno na stronie internetowej ONR-u pojawił się artykuł gloryfikujący zabójcę pierwszego prezydenta II RP Gabriela Narutowicza. Tytuł tekstu mówi sam za siebie: „Eligiusz Niewiadomski – Dla was zbrodniarz, dla nas bohater!”. Dwukrotnie zdemolowana Warszawa, napady na gejów i lesbijki czy pobicie dwójki Niemców w stołecznej restauracji to wystarczający dowód, że ugrupowania stanowią realne zagrożenie dla państwa i społeczeństwa.

Oczywiście żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo głosić swoje poglądy w nieskrępowany sposób. Gdybyśmy chcieli zamknąć usta pewnym grupom (jak na przykład ostatnio biskup Pieronek, który kazał siedzieć cicho ateistom), uderzylibyśmy w same podstawy demokracji. Czyli zrobilibyśmy dokładnie to samo, do czego dążą neofaszyści. Czy powinniśmy jednak godzić się na szerzenie idei, które są zakazane przez konstytucję, a które kiedyś doprowadziły do zagłady Żydów? Możemy się spierać o wyższość podatku liniowego nad progresywnym albo kłócić o program lektur szkolnych. Jeśli jednak ktoś szerzy nienawiść i chce zwalczać siłą swoich wrogów, trzeba go po prostu powstrzymać.


Wyższa Szkoła Komunikacji Społecznej w Gdyni to szkoła humanistyczna. Na ironię zakrawa fakt, że wśród dostępnych kierunków studiów są między innymi Bezpieczeństwo Narodowe, Polityka Bezpieczeństwa Publicznego czy Profilaktyka Społeczna i Resocjalizacja. Pal licho, że swoim nieprzemyślanym działaniem szkoła strzela sobie w stopę, a współpraca ze skrajną prawicą z pewnością odbije się na jej wizerunku. Bardziej niepokojący jest fakt, że władze uczelni, a są to przecież profesorowie, czyli – jak by nie patrzeć – elita intelektualna kraju, nie dostrzegają niebezpieczeństw, z jakimi wiąże się rozpowszechnianie tego rodzaju poglądów.
Trwa ładowanie komentarzy...