O autorze
Poeta, prozaik, krytyk literacki. Wydał tomy wierszy Mumu humu (Kraków 2006), Parada drezyn (Łódź 2010), Drzazgi i śmiech (Poznań 2010), Tętno (Łódź 2014), Środki doraźne (Poznań 2017), zbiór krótkich utworów prozatorskich Zabiegi (Poznań 2014) oraz książkę krytycznoliteracką Płynne przejścia (Mikołów 2011). Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku”, „Tygodniku Powszechnym” i „Twórczości”. Redagował rubrykę poetycką w „Przekroju” i serię wydawniczą Biblioteka Debiutów przy „Zeszytach Poetyckich”. W 2016 roku otrzymał Nagrodę im. Adama Włodka. Jego wiersze były tłumaczone na języki angielski, niemiecki, francuski, szwedzki, rosyjski i ukraiński. Mieszka i pracuje w Warszawie. Oficjalna strona: www.marcinorlinski.pl.

Niebezpieczna symetria

Demokracja daje złudzenie symetrii. Wydaje się nam, że skoro w debacie publicznej ścierają się różne poglądy, to być może racja leży gdzieś pośrodku. Nic bardziej mylnego. Sprzeciw wobec przemocy nie jest tym samym co przemoc, a faszyzm nie powinien być traktowany na równi z innymi światopoglądami, ponieważ kryją się za nim idee całkowicie z demokracją sprzeczne.

We wtorek 19 lutego neofaszyści wdarli się na wykład Magdaleny Środy, który miał tytuł, o ironio, „Moralność w życiu publicznym”. Grupa zamaskowanych osób wtargnęła do Auditorium Maximum na Uniwersytecie Warszawskim, wykrzykując nacjonalistyczne i ksenofobiczne hasła. „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”. „Precz z komuną”. „Pedały! Pedały!”. Niektórzy napastnicy mieli na głowach maski małp i tańczyli. Na szczęście straż uniwersytecka szybko usunęła ich z budynku.



Za incydentem stoi Niezależne Stronnictwo Akademickie. Stempel tej prawicowej organizacji widniał na ulotkach rozrzucanych przez napastników. Nie ma tu więc mowy o „lewackiej prowokacji”, jak chcieliby niektórzy politycy i publicyści. Zaraz po zdarzeniu niezawodny Terlikowski opublikował tekst „Spełnione marzenie antyfaszystów”, w którym za wybryki faszystów oskarżył… antyfaszystów. Wyszedł z założenia, że skoro władze Uniwersytetu Warszawskiego odwołały zapowiedziane wcześniej spotkanie z przywódcami Ruchu Narodowego, to narodowcy mają prawo domagać się prawa do głosu. Naczelny „Frondy” stwierdził: „nie bądźmy zdziwieni, że wypchnięci zaczynają protestować. Z tej perspektywy narodowcy mieli rację”. To sposób myślenia rodem z PRL-u, który łatwo zadomawia się w publicystycznej grafomanii. Owszem, w czasach powszechnej cenzury i ucisku ze strony komunistycznych władz Polacy mieli moralne prawo domagać się wolności słowa nieomal w każdy możliwy sposób. Różnica między ówczesnymi dysydentami a dzisiejszymi neofaszystami jest jednak zasadnicza. Mam nadzieję, że nie muszę jej tłumaczyć.

Radykalnej prawicy dopingują dziennikarze i politycy. Najczęstszym argumentem, jaki w tym kontekście można usłyszeć, jest właśnie wolność słowa. Że przecież narodowcy mają prawo wyrażać swoje poglądy. Że w końcu żyjemy w demokratycznym kraju, gdzie każda idea może konkurować z innymi w ramach publicznej debaty. Formalnie biorąc wszystko się zgadza. Jeśli jednak wziąć pod uwagę kwestie etyczne, okazuje się, że nie każdy światopogląd zasługuje na obronę. Wprost przeciwnie. Dlaczego nie dochodzi do otwartego dialogu między mordercami a obrońcami praw człowieka? Dlaczego pedofile nie mają prawa przedstawić swoich racji na takich samych zasadach, co przedstawiciele instytucji chroniących dzieci przed molestowaniem seksualnym? (Być może pojawiłby się nawet argument, że pedofil ma prawo dać upust swoim niepohamowanym namiętnościom!) Dlaczego wreszcie do programów publicystycznych nie zaprasza się ofiar gwałtu razem z gwałcicielami? Jakże często słyszy się przecież argument tych ostatnich, że zgwałcona kobieta sprowokowała napastnika. Czyż to nie ta sama linia obrony, co w przypadku neofaszystów, „prowokowanych” przez przeciwników przemocy?

Otóż we wszystkich wymienionych przypadkach odpowiedź jest taka sama. Dla skrajnych poglądów i zachowań nie powinno być miejsca w życiu publicznym. Nie powinno się symetrycznie traktować zbrodniarzy i ofiar. Inaczej dopuścimy do niebezpiecznego precedensu. Zezwolimy na powrót gett ławkowych z lat 30., a zamieszki na tle rasistowskim będą coraz częstsze. Przedwojenny nacjonalizm, za cichym przyzwoleniem polityków i intelektualistów, pochłonął wiele ofiar. Jedną z nich był śmiertelnie ugodzony nożem student pochodzenia żydowskiego Karol Zellermayer.

Choć przebierańcy z Uniwersytetu Warszawskiego wydają się niegroźni, nie powinniśmy ich lekceważyć. Środowiska ultraprawicowe rosną w siłę. Niedawno Stowarzyszenie Nigdy Więcej opublikowało Brunatną Księgę 2011-2012, która podsumowuje neofaszystowskie zajścia w ostatnich latach. Okazuje się, że jest ich coraz więcej (o 20-30% w porównaniu z latami 2009-2010). Odnotowano kilka zabójstw na tle ideologicznym (m. in. na Podlasiu). W kwietniu 2012 w Białymstoku neofaszyści pobili śmiertelnie 24-letniego mężczyznę. Z kolei w listopadzie 2012 na dyskotece w Ostrowie Mazowieckiej na tle rasowym została zastrzelona jedna osoba. Do tego dochodzą napady, pobicia i niszczenie mienia publicznego, w sumie ok. 600 incydentów.

Czy politycy naprawdę nie widzą, że w Polsce odradza się neofaszyzm? I że skrajna prawica pragnie uprawomocnić agresję i przemoc? W zeszłym roku minister Gowin uparcie twierdził, że nie ma żadnego zagrożenia ze strony narodowców. Nie dalej jak kilka dni temu poseł PiS Stanisław Pięta zapowiedział stworzenie Straży Narodowej, która miałaby się zająć „wartą, patrolami, fizyczną ochroną pomników”. Z kolei 11 listopada 2012 roku przywódcy Ruchu Narodowego mówili o stworzeniu bojówki o nazwie Straż Niepodległości. Trzeba głośno przeciwstawić się tym inicjatywom. Inaczej przemoc w kolorze brunatnym będzie tylko narastać.
Trwa ładowanie komentarzy...