O autorze
Poeta, prozaik, krytyk literacki. Wydał tomy wierszy Mumu humu (Kraków 2006), Parada drezyn (Łódź 2010), Drzazgi i śmiech (Poznań 2010), Tętno (Łódź 2014), Środki doraźne (Poznań 2017), zbiór krótkich utworów prozatorskich Zabiegi (Poznań 2014) oraz książkę krytycznoliteracką Płynne przejścia (Mikołów 2011). Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku”, „Tygodniku Powszechnym” i „Twórczości”. Redagował rubrykę poetycką w „Przekroju” i serię wydawniczą Biblioteka Debiutów przy „Zeszytach Poetyckich”. W 2016 roku otrzymał Nagrodę im. Adama Włodka. Jego wiersze były tłumaczone na języki angielski, niemiecki, francuski, szwedzki, rosyjski i ukraiński. Mieszka i pracuje w Warszawie. Oficjalna strona: www.marcinorlinski.pl.

"Gest artystyczny"? Raczej stadionowy...

Język polski pozwala formułować sądy i opinie na wiele sposobów. Daje możliwość dokonywania subtelnych aluzji lub przeprowadzania bezlitosnych ataków. Do jego bogatych zasobów należą również wulgaryzmy. Ale… przeklinać trzeba umieć. I jeśli ktoś nazywa kogoś po prostu „chujem”, trudno traktować jego słowa jako „gest artystyczny”.

„No i wybrali chuja, który donosił wojskowym na lewicujących księży”. Taki wpis na facebooku zamieściła Ewa Wójciak, aktorka i dyrektorka Teatru Ósmego Dnia, kiedy Jorge Mario Bergoglio został wybrany na papieża. Reakcja aktorki wydaje się w pewnym stopniu zrozumiała. Po sieci zaczęła bowiem krążyć informacja, że w latach 1976-1983 nowo wybrany papież współpracował z juntą wojskową w Argentynie. Sprawę udokumentował Horacio Verbitsky w książce „El Silencio”. Donoszenie dyktatorowi na innych obywateli jest obrzydliwe, niezależnie od tego, czy donosicielem jest duchowny czy osoba świecka. Najlepiej powinni wiedzieć o tym ci, którzy jeszcze kilka lat temu zabiegali o lustrację i rozliczenie polityków ze współpracy z władzami PRL-u. Z drugiej strony nie wiadomo, czy informacja o współpracy Bergoglia z juntą jest prawdziwa. Doniesieniom tym zaprzeczył Adolfo Perez Esquivel, architekt i rzeźbiarz, laureat pokojowej nagrody Nobla, który stał na czele ruchu obrońców praw człowieka w Argentynie. Komu powinniśmy wierzyć? Nie wiem. W każdym razie kwestia przeszłości Franciszka powinna zostać wyjaśniona.



Argumentem, na który powołują się obrońcy Ewy Wójciak, jest oczywiście wolność słowa. Każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy i nikt nie powinien go w tej materii ograniczać. Zasadniczo zgadzam się z tą tezą. Sądzę jednak, że polityczna wolność słowa nie oznacza etycznej dowolności. Jeśli w ogóle mają istnieć jakieś standardy, to niech debata publiczna stoi na pewnym poziomie. Nie wiem, jak Ewa Wójciak, ale ja na przykład nie chciałbym zostać nazwany „chujem”. Trudno mi sobie również wyobrazić, żebym ja określił kogokolwiek w taki sposób. To chyba jedna z najgłupszych form ataku. Na słowie „chuj” zaczynają się i kończą argumenty stadionowych chuliganów.

W „Kropce nad i” Janusz Palikot stwierdził, że wypowiedź aktorki to gest artystyczny. Podczas warszawskiego Kongresu Ruchu Młodych dodał: „Zawsze miejcie odwagę, tak jak obecna tutaj dyrektor Teatru Ósmego Dnia, nazwać chujem tego, kto jest chujem”. Odwaga? A więc od teraz miarą aktywizmu społecznego ma być gotowość do rzucania bluzgów? Nie jestem fanem papieża Franciszka, a mój stosunek do kościoła określiłbym jako krytyczny. Ale nawet jeśli okaże się, że donosił, na pewno nie dam upustu prymitywnym instynktom. Trudno mi również zrozumieć, jakie niby wartości artystyczne miałyby się kryć za prostacką wypowiedzią Ewy Wójciak. Przeklinanie jest sztuką, a poznańskiej aktorce raczej daleko w tej dziedzinie do Juliana Tuwima czy Sławomira Mrożka.

Argumenty drugiego obozu wydają mi się równie absurdalne. Przeciwnicy Wójciak twierdzą, że aktorka obraziła głowę państwa. Owszem, art. 136 Kodeksu Karnego za zniewagę takiej osoby przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 3. Z drugiej strony trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby chodziło o głowę innego państwa niż Watykan, afery pewnie wcale by nie było. Nie sądzę, by Tomasz Terlikowski albo Beata Kempa przejęli się na przykład zniewagą osoby Władimira Putina. Albo lepiej: Kim Dzong Una. Czy byliby gotowi tak zacięcie bronić honoru koreańskiego despoty?

Uważam, że Wójciak nie powinna ponosić jakichkolwiek konsekwencji swojego czynu. Wulgaryzmy w życiu publicznym i w kulturze nie są w końcu niczym nadzwyczajnym. Tyle, że ich wartość estetyczna bardzo zależy od kontekstu. Lub choćby od stylu. Niektórzy bluzgają subtelnie i z gracją, podczas gdy inni chwytają się przekleństw jak cepa. Myślą, że dzierżą w dłoni solidny oręż, a tak naprawdę obnażają tylko własną retoryczną bezsilność. Trudno mi inaczej oceniać słowa poznańskiej aktorki niż w tych właśnie kategoriach.
Trwa ładowanie komentarzy...